Lubisz historie z happy endem? Gdybym miała milion euro… Rzecz o pewnym domu w Sansepolcro

Pora roku – nieważna. Budżet – można dopracować. Trochę cierpliwości (no dobrze – dużo cierpliwości), szczypta wyobraźni i po prostu przekonanie, że inaczej nie można, że musisz coś zmienić, że taka okazja się nie powtórzy. Niektórzy od razu postukają się w głowy. Są też tacy, którzy wykorzystają sytuację i – całkiem dla siebie niespodziewanie – odkryją nowe JA.

Nie, to niestety nie o mnie, ale gdybym miała milion euro, to kto wie…

Sansepolcro, to średniowieczne miasto w Toskanii, a w nim niepozorny budynek. Kiedy się na niego patrzy, wygląda jak ciąg kamienic. Niczym nie przykuwa uwagi.

Fasada nie zdradza tego, co kryje w środku. Niepozorny dom, na niepozornej ulicy. Podobnie jak samo miasto. Mało znane, nie uczęszczane tłumnie przez turystów, w niczym nie przypominające koleżanki Sieny, Lukki, słynnej Cortony czy kolegi Arezzo.

Wpadło mi kiedyś w ręce czasopismo wnętrzarskie. Zakupiłam, obejrzałam, przeczytałam artykuł o TYM Sansepolcro, w TEJ Toskanii i… przepadłam na dobre (otrząsnąć się nie mogę od 10 lat). Bohaterami artykułu było sympatyczne, uśmiechnięte i wyluzowane małżeństwo mieszkające wcześniej w Trójmieście. Stąd poniekąd moje zaciekawienie tematem.

Polacy w Toskanii

Małżonkowie, podczas jednej z podróży do Włoch, nieco zniesmaczeni hałasem dużych miast, postanowili skręcić w głąb Toskanii. Nie szukali domu, nie szukali przygód. A jednak znaleźli średniowieczne Palazzo.

Szczerze mówiąc, kiedy patrzę na pierwsze zdjęcia tego miejsca, wykonane przez Panią Anitę, nie potrafię sobie wyobrazić, co mogło urzec parę polskich turystów w kompletnej ruinie. Co mogło spowodować, że rzucili wszystko i cały majdan przenieśli na kilka następnych lat właśnie do Sansepolcro.

Remont XII-wiecznego Palazzo

Remontowali, a raczej odrestaurowywali owo cudo przez kilka kolejnych lat. Do pomocy zaprzęgli swój zmysł architektoniczny i artystyczny (Pan Krzysztof wykładał na gdańskiej ASP). I to co powstało z ich pasji, niekończących się bitew: z czasem, z włoską biurokracją i włoskimi ekipami remontowymi, a nawet z trzęsieniem ziemi, siedzi we mnie natarczywie i nie chce opuścić.

Państwo Stojałowscy z pietyzmem i uporem, nie tyle odnowili Palazzo, co przywrócili jego dawny styl i starego ducha, którego przysypały tony gruzu, gipsu, farby olejnej. Wyremontowali wszystko.

Z ruiny na nowo stworzyli zapierające dech miejsce. Odkryli średniowieczne freski, XII-wieczne portale, rzeźby schowane w piecu, stare belki sufitowe, kamienne posadzki, oryginalne cotto, a także… mury miasta (bramę wjazdową) oraz najprawdziwszą… studnię.

Wprowadzając nowoczesne technologie budowlanee, pozostawili jak najwięcej elementów, które udało im się odzyskać. Stworzyli wnętrza z charakterem, naznaczone rysem historycznym.

Nie sposób opisać wszystkiego, co tam przeżyli i odnaleźli. Ale na pewno włożyli w to całe serce.

Moja wizyta w Sansepolcro…

Wymyśliłam sobie, że tam pojadę. Zobaczę efekty ich pracy. Zakręcę się wokół tych ścian, co to pamiętają starych domowników. Polacy bowiem postanowili otworzyć w swoim nowym domu niewielki pensjonat o nazwie „L’Erbario”. Tak się zbierałam do podróży, że… pewnego wieczora odkryłam, iż Stojałowscy sprzedają swoje Palazzo.

… i co tam zastałam

Kupiła je para francusko-niemiecka. Pozostawili pensjonat, ale zmienili nazwę. Nie było już odwrotu. Choć nocleg nie należał do najtańszych, przekonałam rodzinę, że Sansepolcro to warte obejrzenia miasto i nie będą żałować ani chwilki tam spędzonej.

Nowy właściciel Palazzo z dumą oprowadzał nas po dobrze mi znanych pokojach, z których jeden, co ciekawe, miał ponad 5 metrów wysokości i przypuszczano, że dawniej była to kaplica (w rzeczywistości pomieszczenie było częścią… zbrojowni).

Smutne zakończenie toskańskiej przygody

Jeśli chciałbyś odwiedzić pensjonat w Sansepolcro… niestety jest już nieczynny. Wróciłam w to miejsce rok później. Zajrzałam przez szybę do okazałej jadalni, ale panował tam nieporządek, nie było mebli. Pensjonat zniknął też z oferty portalu zajmującego się wynajmem kwater.

Właściwie to sama nie potrafię powiedzieć, co mnie w tym miejscu tak urzekło! W jakimś stopniu oszalałam na jego punkcie. Może to jakaś nieodgadniona moc mnie tam przyciąga (tak, lubię historie nie z tej ziemi). Może to niespełnione marzenia o życiu w ciepłym kraju, w tętniącym życiem radosnym miejscu. Chcieć to móc, podobno.

Na zakup tego domu potrzeba około miliona euro. Może nawet więcej. No cóż, szkoda. Choćbym rozbiła moje wszystkie świnki skarbonki, nie dam rady spełnić tych marzeń.

A jaki jest Twój wymarzony dom w Toskanii? A może nie jest on w Toskanii?

Kamienny… Położony na malowniczym wzgórzu, pośród maków czy słoneczników. Czy prowadzi do niego szutrowa aleja porośnięta po obu stronach cyprysami? Droga jest kręta, pojawia się i znika gdzieś za solidnym ogrodzeniem. Pachnie zboże. Przed domem warzywnik z dojrzałymi pomidorami i papryką… Koniecznie grządki świeżych ziół: rozmaryn, bazylia, tymianek.

Obowiązkowo taras z leżakiem i Ty z kieliszkiem Chianti i pecorino.

Tyle uroku, radości, spokoju i lenistwa, ile dusza zapragnie.

Widzisz to?

A może jest zupełnie inaczej?

Daj znać.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *